Ładowanie...

Stan wojenny, kryzys ekonomiczny, telewizja a dowcip polityczny

KOT MATEUSZ 

Schematyczność bloków informacyjnych w telewizji kole w oczy. Abstrahując od reguł, według których są one tworzone (by zwiększyć oglądalność? wpływy do kasy? szokować?), wystarczy zauważyć następującą prawidłowość. Nawet najbardziej tabloidalny temat - jeśli wedle wspomnianych zasad jest wart uwagi - jest powtarzany przez wszystkie stacje telewizyjne po kolei. I tak oglądając główne dzienniki wieczorne raptem przez godzinę można poczuć nieprzyjemną monotonię.


To samo da się zaobserwować w skali makro - choćby odnośnie rocznicy stanu wojennego (a wcześniej 1 i 17 września i to każdego roku rzecz jasna) Zastanawiające, czy w przypadku hipotetycznego wybuchu wojny światowej bądź odkrycia życia pozaziemskiego akurat 13 grudnia w polskich mediach tenże news zostałby zepchnięty na plan dalszy przez materiał dotyczący historii?


Odnośnie stanu wojennego dalece ciekawsze wydają mi się kwestie gospodarcze: to zapaść gospodarcza była przyczyną upadku polskiego i światowego komunizmu, nic innego. U progu stanu wojennego PKB PRL malał o 13% rocznie. Polska tkwiła w spirali zadłużenia tym bardziej tragicznej, że już nawet niemieckie (tzn. RFN) banki odmówiły kredytów na sfinansowanie.... zaciągniętych kredytów, z czego do tej pory korzystały władze PRL. Niemiecki Instytut Gaucka ujawnił akta operacji wywiadu wschodnioniemieckiego STASI, który podsłuchiwał polskich urzędników państwowych w owym czasie. Niemieccy agenci mocno się zdziwili, kiedy (być może szklanką przez ścianę) podsłuchali, że Polacy są stuprocentowo zajęci debatowaniem i wzajemnym informowaniem się na temat tego, gdzie i kiedy w Warszawie będzie towar w sklepach.


Owszem, wywiady jednego bloku często szpiegowały się wzajemnie. Np. Gomułka dowiedział się dzięki temu, że wysłannik Chruszczowa robi umizgi do Niemców zachodnich i przebąkuje o zjednoczeniu. Będąc alergikiem na możliwość rewizji granicy z Niemcami (wschodnimi i w ogóle Niemcami, Gomułce było wszystko jedno), zrobił o to awanturę towarzyszowi Chruszczowowi.


Z kolei na Zachodzie na przykład Izrael i USA tak bardzo się uwielbiali, że zgodnie z porzekadłem "kochaj ale sprawdzaj" (w wersji drogowej zasada ograniczonego zaufania ;)) szpiegowali się wzajemnie z dużą intensywnością i namiętnością, co skutkowało surowymi karami dla tych, którzy wpadli.


Ale polscy szpiedzy byli lepsi. Ukradli Niemcom przepis na aspirynę (od koncernu Bayer bodajże), którą zaczęto sprzedawać jako polopirynę (od dziecka się zastanawiałem dlaczego na całym świecie jest aspiryna, a w Polsce polopiryna).


Realia polityczne często są dowcipne. Stąd dowcip polityczny jest dla mnie bardzo wesoły, bez dramatycznego tonu Alberta Moravii, który rzekł, że tenże bywa bronią słabych.


Kończąc:


Do radia Erewań (wiecie co to takiego czy jesteście za młodzi?) dzwoni słuchacz:
- Jaka jest możliwość wyjścia z sytuacji bez wyjścia?
Odpowiada mu groźny głos cenzora:
- Problemami polskiej gospodarki, towarzyszu, się nie zajmujemy!!!

Tybet (6): Europejski Tybet.


AUTOR: KOT MATEUSZ

Artur Cieślar, Czarny kot nocą, Wyd. Rosner i Wspólnicy, 2006

Czwarta rano.
Nieruchoma, stalowa cisza.
Fioletowa łuna rozbłyska na niebie.
Fiolet to kolor śmierci.
Lubię go.
Śmierć także.
Ona pogłębia mój związek z życiem.
Jak co dzień wstanę,
Aby spróbować zabić „ja”.
Kiedyś mi się to uda.
Na pewno.
Wtedy przebudzę się na nowo.

Powyższe otwierające książkę Artura Cieślara słowa są jej najlepszym fragmentem. I może jeszcze ten, że zen polega na byciu jak czarny kot nocą: niewidoczny, nie zwraca na siebie uwagi, ale jest bardziej czujny, ma wyostrzone wszystkie zmysły, widzi wszystko dookoła, słyszy każdy szelest, sam pozostaje niezauważony i cicho podąża własną drogą. Czarny kot nocą to niewątpliwie osobista, intymna wręcz i pełna wspomnień relacja z pobytu autora w Kagyu Ling, burgundzkim zamku, ośrodku buddyjskim pełnym lamów i uczniów. Podróżnik, buddysta, pisarz i romanista nie ukrywa, że całe jego życie jest jedną wielką podróżą – zwłaszcza w sensie metafizycznym. Czarny kot nocą wprawia w zakłopotanie: jest szczera, lecz nie wiem, co o niej myśleć i pisać.

Książka będzie interesująca dla tych, którzy coś już o buddyzmie wiedzą i szukają go blisko: w Europie, w codzienności życia. Z kolei tym, których interesują doświadczenia innych w kształtowaniu swojego umysłu i duchowości, a drogi szukają przede wszystkim w sobie, niekoniecznie w buddyjskich wspólnotach, spodobają się wyznania autora o jego buddyjskim wzrastaniu i odbieraniu życia takim jakie jest – co jest chyba główną zasadą tej religii czy też filozofii. Śmierć przyjaciela na AIDS, wycieczka do wielokulturowego i hedonistycznego Paryża, frustracje duchowej praktyki, a nawet banalne wydarzenie, jak pierwsza noc z kobietą – to na pewno bardziej prawdziwe niż filozoficzne wywody Osho czy książki o Dalajlamie.


Czarny kot nocą wprawia mnie jednak w konsternację, ponieważ czuję, iż trudno ją będzie zrozumieć komuś, dla kogo jest to pierwsza lektura o buddyzmie – ergo ciężko napisać o niej cokolwiek przystępnego. Ponadto czytając miałem pokusę wydawania ocen – być może pochopnych i zbędnych – mianowicie ocen ludzi i wydarzeń tam występujących. Często zastanawiałem się: czy to, o czym czytam, to buddyzm, czy jedynie droga do niego, nieudolne poszukiwanie szczęścia przez dzieci cywilizacji zachodniej, miotające się w swej ludzkiej niedoskonałości właściwej każdemu z nas. Spotykamy bowiem w tym ośrodku buddyjskim ludzi wraz z ich namiętnościami, którzy przyjechali – co warto podkreślić – podczas wakacji, by wyzwolić się od cierpienia, jakie czują na co dzień, przyjechali też w poszukiwaniu czegoś nowego. Czy to buddyzm, czy przyziemna chęć duchowej rozrywki? Czy mogę oceniać? Nie potrafię. Przeczytałem o nich, choć mnie irytowali, nie wydając sądu o nich ani o całej wspólnocie, lecz zadając pytania. Czy rozwój duchowy w takim miejscu ma sens? Czy nie bliżej do kościoła? Czy nie mniej rozrywkowo w klasztorze, będąc choć przez jakiś czas mnichem? Czy trzeba w ogóle gdzieś jechać i kogoś spotykać?  Czytając trafiamy tam na ludzi palących papierosy, upijających się francuskim winem, skarżących się na rozpad małżeństw, pożądających się. To nie mnisi buddyjscy z naszych wyobrażeń. Nie noszą nawet mnisich szat. Autor opisuje ich w sposób neutralny, być może – będąc przybyszem z PRL i jego „ascezy” – łatwiej mu być buddystą? Może jako jeden z niewielu w Kagyu Ling jest nim „na poważnie”? Trafił tam poszukując „tego czegoś” – to pewne – bo w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w Polsce nie było zalewu książek o buddyzmie, internetu z cybersanghą ani szkół buddyjskich do wyboru do koloru.

Jest jeszcze coś, co frustruje mnie w książce Cieślara. I znów wolę zapytać – choć pytanie zabrzmi jak oskarżenie. Czy nauczanie mistrzów buddyjskich na Zachodzie jest sprawą ducha czy portfela? Sam Dalajlama zrazu przestrzega, że buddyzm tybetański niekoniecznie jest odpowiedni dla ludzi Zachodu, a jednocześnie patronuje europejskiemu lamie Ole Nydhalowi, który przeszczepia tybetańską Diamentową Drogę na grunt zachodni.  Nie trudno zauważyć  też, że lamowie z  Kagyu Ling (choć Tokuda to Japończyk) niosą ze sobą klerykalny system, który tak bardzo zaciążył na rozwoju i dziejach Tybetu: lamowie się modlą, a ludzie pracują. Nawiązują do tego badacze Tybetu opisując, jak kultura buddyzmu trafiła na Zachód.  

Artur Cieślar wspomina, iż Polacy w burgundzkim zamku  płacili za pobyt pracą i utrzymywali się z pracy – rzecz dla nich chwalebna – ale było to swego rodzaju łaską plebana, gdyż komercyjna cena pobytu w ośrodku była dla nich poza zasięgiem. Jak pogodzić misję duchową lamów ze sposobem na życie, kiedy uczniowie udają się do jednego z mistrzów ze skargą, iż lamowie zbyt mało czasu poświęcają uczniom, a zbyt wiele piciu wina i oglądaniu telewizji (sic!)?

Zwrócił moją uwagę też fakt, iż zamek często wynajmowano, a uczniów proszono, by zwolnili miejsce dla przybyszów, którymi byli astrologowie, wróżki – profesje bardzo popularne we Francji. (Tu dygresja: Raymond Domenech, selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Francji radził się wróżki, kto ma zagrać swego czasu w Les Bleus – i porażka była bolesna.) Dwudziestokilkuletni autor wydaje się być świadom prawdziwej natury wróżbitów, jednak system panujący w Kagyu Ling akceptuje i darzy sentymentem.

Aż do momentu, kiedy po latach chce odwiedzić we Francji mistrza Tokudę. A ten – okazuje się – odmawia mu spotkania i przekazuje informację o swoim ożenku i powrocie do Japonii. Artur Cieślar przyjmuje tą decyzję z żalem. A mnie zaczęła świtać myśl oczywista (i to już będzie wyrażenie oceny): to świadczy tylko o tym, że nauczyciele i mistrzowie, niezależnie czego uczą, są ludźmi z krwi i kości i właśnie to sprawia, że warto ich słuchać, może czasem naśladować. Oznacza to też, że nie można ich umieszczać na piedestale, lecz widzieć rzeczy takimi, jakimi są w istocie – bez szkody dla nikogo. To zabrzmi jak truizm, ale chyba nie można nigdy wyłączać krytycznego myślenia.

Podsumowując, Czarny kot nocą Artura Cieślara jest jedną z tych książek, które trzymają fason dzięki osobowości autora: narracji w pierwszej osobie, o własnych przeżyciach i odczuciach oraz dzięki dobremu stylowi pisania. Autor posiada także bardzo estetyczną  stronę internetową: http://www.arturcieslar.com/.

Czwarta rano.
Pode mną uśpiona Ziemia.
Jestem w drodze do wyśnionej Azji.
Tam jest moja tęsknota.
Łuna światła rozprasza głęboki fiolet nocy.
Życie i śmierć pulsują miarowo
- pełnia księżyca.
Nie zabiłem jeszcze „ja”.

Kognitywistyka - nauka przyszłości?


O tym, jakie zmiany wywołuje w naszych umysłach rozwój cywilizacji, a szczególnie postęp technologiczny, pisze Dawid Wiener - lekarz, dr nauk humanistycznych, adiunkt w Zakładzie Logiki i Kognitywistyki Instytutu Psychologii UAM. Kierownik tworzonego właśnie Laboratorium Neurokognitywnego. Zajmuje się badaniem emocji, psychopatologią kognitywną oraz wpływem technologii informacyjno-komunikacyjnych. Bardzo interesujący artykuł:


Kognitywistyka dopiero raczkuje w Polsce. Jest to multidyscyplinarna nauka o procesach poznawczych zachodzących w mózgu ludzkim, toteż bazuje na psychologii, psychiatrii, neurobiologii, naukach społecznych,  ale także na cybernetyce, logice i informatyce. Celem tej dziedziny było kiedyś stworzenie sztucznej inteligencji.

Kognitywistyka wydaje się być bardzo ciekawym przedmiotem badań i co ważniejsze – dyscypliną mającą zastosowanie we wszystkich istotnych aspektach życia: medycynie, ekonomii, technologii i polityce. Jest to swego rodzaju „nauka przyszłości”. Atrakcyjność kognitywistyki polega na tym, że opierając się na posiadanych zasobach wiedzy dąży do kolejnych odkryć, które będą miały niebagatelne znaczenie dla ludzkości, nie jest więc dziedziną odtwórczą. Co więcej, łącząc nauki humanistyczne, ścisłe i przyrodnicze czerpie z różnych dokonań naukowców i nie ogranicza się żadnymi schematami czy sztucznymi barierami.

Przypomina to trochę psychologię poznawczą wykorzystywaną np. w marketingu politycznym, reklamie, negocjacjach w biznesie czy w polityce, kształtowaniu wizerunku etc. O mało znanym w polskim społeczeństwie neuromarketingu, który jest na świecie szeroko stosowany przez korporacje, pisał niedawno w książce Vadim Makarenko


Doktor Wiener pisze o adaptacji mózgu do tempa rozwoju cywilizacji cyfrowej, efekcie Flynna (wzrost IQ w kolejnych pokoleniach), multitaskingu oraz cenie za ten postęp, którą jest upośledzenie zdolności do relacji społecznych, a w rezultacie – problemy społeczne (to już pole badań socjologów nowoczesności, np. Zygmunta Baumana: http://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_Bauman).

„Brain overloaded” polega na tym, że bombardowani przez informacje spłycamy myślenie i obojętniejemy – następuje zanik myślenia krytycznego, co jest cechą młodego pokolenia, zwanego pokoleniem płytkoprzetwarzającym. Wiener analizuję to zjawisko i jego konsekwencje.

Fajny serwis poświęcony kongnitywistyce, mnóstwo informacji:


A tu blog z ciekawymi odnośnikami:


Kot Mateusz

Reklama, pamięć, wyobraźnia, emocje, fałsz...


Specjaliści od marketingu potrafią wmówić komuś pamięć o wydarzeniu, które nigdy nie miało miejsca - dowiodły eksperymenty prof. Elisabeth Loftus z Waszyngtonu. Ponadto w arsenale marketingowców są też przekazy odwołujące się do wyobraźni, nawet jeśli chodzi o wyobrażanie sobie czegoś, co też nigdy nie miało miejsca (np. smaku nigdy nie jedzonych owoców). Oczywiście jest to jeszcze bardziej skuteczne, jeśli w pamięci znajdują się podobne do wywoływanych wrażenia.

Jaką bronią posługują się jeszcze sprzedający?

  • reklamy polisensoryczne, pobudzają wiele zmysłów na raz
  • prostota przekazu przy prostych artykułach dla wielu odbiorców (dlatego reklamy proszków są takie toporne)
  • unikanie straty (człowiek bardziej reaguje na potencjalną stratę niż zysk)
  • "sex sells", czyli powiązanie z erotyką
  • "kotwiczenie", czyli kojarzenie z symbolami, które każdy zna, choćby z dzieciństwa (pluszowy miś)
  • wykorzystanie pamięci i wspomnień
  • kontrowersja
  • odwołanie się do "ja"
  • powtarzalność bodźca

A oto krótka historia reklamy:

1882 - pierwsza kampania reklamowa Procter&Gamble (mydło Ivory)
1911 - pierwszy skandal związany z erotyką w reklamie
1960 - proste przekazy zostają zastąpione kreatywnymi spotami
1962 - Andy Warhol zostaje ikoną popkultury dzięki zupie Campbell
1969 - pierwsze kampanie społeczne efektem rewolucji seksualnej
1981 - videoclip, czyli teledysk staje się środkiem przekazu w rozrywce i reklamie
1989 - kontrowersyjne reklamy Benettona, np. zakonnica całująca księdza
1992 - koniec kowboja Marlboro - zmarł na raka płuc - dyskusja o zakazie palenia tytoniu
1993 - pierwszy baner na stronie internetowej
2007 - nagość przestała wystarczać - Dolce&Gabana szokuje reklamą zakazaną we Włoszech

A oto w jaki sposób manipulowany jest przekaz informacyjny w telewizji:

http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1500847,1,jak-sie-dzis-robi-wiadomosci-tv.read
http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1501055,1,5-zasad-ktore-rzadza-newsem-w-tv.read

Kot Mateusz

Mrówa poleca biologię ewolucyjną seksu

Drogi Czytelniku!

Istnieją pewne istotne pytania, kompromitujące kwestie, problemy z którymi trudno się zmierzyć samemu. Zwierzenie się z nich, z powodu wstydliwej natury ludzkiej, może sprawiać wiele kłopotów. Ale odwagi! Niektórym problemom trzeba mężnie stawić czoła – najwyższy czas porzucić sztywne normy społeczne nakazujące milczeć i cierpieć w ukryciu!!

Masz problem z plemnikami, które są dwadzieścia razy dłuższe od Ciebie? Swędział cię nos i przez przypadek wciągnęłaś swojego męża do środka? Zastanawiasz się, czy jeżeli prześpisz się ze swoim przyjacielem Fergusem, on może przekazać dalej Twoje nasienie, gdy prześpi się z Samantą? Twój partner oszalał na Twoim punkcie i kopuluje z Tobą już dziesiąty... tydzień? Bez przerwy?! Nie martw się – dr Tatiana pozwoli Ci zrozumieć wszystkie Twoje problemy!!

Dr Tatiana to alter ego Olivii Judson, pracownika naukowego Imperial College London. Po ukończeniu Uniwersytetu Stanforda i uzyskaniu doktoratu z biologii ewolucyjnej w Oksfordzie, przez kilka lat prowadziła rubrykę w The Economist. Zyskała sobie również spore uznanie w świecie naukowym za publikacje w Science i Nature oraz za artykuły popularnonaukowe w The Times i The Guardian.

Postać dr Tatiany powstała w zasadzie jako żart – ubiegając się o posadę w sekcji gospodarczej The Economist, przyszła ubrana w różową mini, blond perukę oraz wysokie obcasy. Pracy w tym dziale naturalnie nie dostała, ale okazało się, że stworzona postać jest zbyt ciekawa by ją zmarnować. Tak powstała stała rubryka Porady seksualne dla wszystkich stworzeń  w londyńskim The Economist. Na książkę pod tym samym tytułem składają się jej artykuły, uzupełnione o najnowsze odkrycia biologów i ewolucjonistów.

Opisywane przez autorkę zachowania seksualne mogą wydawać się śmieszne, niezwykłe, a często przerażające, nie mniej jednak to one decydują o przetrwaniu gatunków. Jest to książka dla wszystkich, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś o ewolucji seksu i płci oraz obyczajach seksualnych w świecie zwierząt. Jest napisana językiem barwnym i przystępnym a nietypowa forma przekazu oraz rzadko spotykany humor pozwolą cieszyć się lekturą jak żadnym innym podręcznikiem do biologiiJ

Na podstawie książki powstała zrealizowana przez BBC seria filmów przyrodniczych. Fragmenty dostępne są na Youtubie.