Ładowanie...

Mrówa poleca: groch z kapustą czyli we/they issue plus savoir-vivre autobusowo-postowy (1)


A Mrówa chodzi bardzo bardzo zła przez ostatni tydzień (tekst powstał przed kilkoma tygodniami - przyp. kustosza) - chitynka na jej grzbiecie aż się telepie i skrzypi ze złości – i nie ma to nic wspólnego z linieniem lub niedopasowaniem segmentów! Nota bene – reumatyzmem też nie...


Ja rozumiem Kocie Szanowny Kustoszu, że publicystyki nie za bardzo uprawiać sobie życzysz, jak to ująłeś w miażdżącej odpowiedzi na pewnego anonimowego posta (swoją drogą shame on you Kustoszu Kocie Szanowny – człowieczek ów anonimowy, miał definitywnie problemy z akceptacją własnej osoby, tak wielkie, iż się wstydził przedstawić nawet... a po takim pogromie już pewnie nigdy nie ujawni się światu... taka strata dla ludzkości!).


A wracając do tematu... co było tematem? Aha – kapusta... no więc kapusta smaczną jest i pożywną... ale ale! Chwila! To nie blog kulinarny! A to pech...
...mam – KULTURA OSOBISTA! Więc anonimowy post też się wpisuje, choć marginalnie w temat, który chciałabym poruszyć..


Od razu ostrzegam – nie będzie to wpis poprawny ani pod względem stylistycznym, ani obiektywny – za to autentyczny w swojej złości i bezradności. Nie wiem, czy warto – w końcu są ważniejsze tematy – grypa szalejąca u wschodnich sąsiadów, nie poprawnie politycznie świńską zwana, afera hazardowa i miliony ludzi głodujących w krajach tzw. (również nie poprawnie politycznie) trzeciego świata. Temat w dodatku przykrojony do jednego tylko przejawu kultury osobistej – ustępowania miejsca w środkach komunikacji miejskiej.


A skąd taki temat? Otóż w wyniku zawirowań dziejowych Mrówa ostatnimi czasy spędza więcej czasu w autobusach niżby sobie tego życzyła. A w autobusach jak to w autobusach – bliskość bliźniego bywa niestety przemożna – zwłaszcza w godzinach szczytu, na remontowanych drogach, w autobusie upchanym do granic możliwości, kiedy ludziom do sardynek bliżej niż do mrów...
...a to łokciem potraktowane za zakrętach żebra, a to podsłuchana telefoniczna rozmowa na tematy prywatne, a to bolące ucho od nieszczelnych słuchawek pasażera obok (pół biedy, kiedy gusta muzyczne mamy podobne!), a to niemiły kierowca – albo nie daj boże, broń boże - dowciapny!
No ale to już taka karma autobusowa...


Natomiast jednego nie mogę zrozumieć, z jednym nie mogę się pogodzić – kwestia ustępowania miejsca starszym – a właściwie jego notorycznego braku.
(Chociaż nie powiem, są chlubne wyjątki – ale ponieważ wyjątkami pozostają, wzbudzają zdziwienie: starszego pana, czy przypadkiem Mrówa sobie z niego nie żartuje, kobiecej próżności Mrówy, kiedy nastolatek ustąpił jej miejsca – czy przypadkiem nie wygląda objuczona plecakiem z książkami jak galopująca pięćdziesiątka... z całym szacunkiem dla przedziału wiekowego!!).


Mrówa i tak woli nie siadać – po co siadać, kiedy nadmiernie zsocjalizowane sumienie każe wstać – więc ma niezłą pozycję do obserwacji społecznych. Za pierwszym obserwowanym przypadkiem Mrówa szukała wymówki dla subpasażerów – no bo przecież młodzież też zmęczona być może, kontuzji nie brak... poza tym w głowie tkwiła opowieść pani Matki Mrówy – jak ta radośnie odmówiła miejsca starszego osobie (żeby nie było: starszej od niej – nie takiej starszej, jakiej się zwykle ustępuje miejsca), w ciąży będąc. No, ale z całym szacunkiem! Jeżeli autobus ma miejsc siedzących około 50, i jeżeli nawet ograniczyć się do najbliższej okolicy – pozostaje dziesięciu innych ludzi!!


Niech mi ktoś odpowie – jest li to wstyd przed okazywaniem szacunku innej osobie czy też po prostu ignorowanie tematu – bo przecież byłam/byłem tu pierwszy? Ignorowanie? Ignorowanie zakłada zauważenie problemu – a ja mam czasami wrażenie, że jest to totalna bezrefleksyjność.


Pytanie nie brzmi – dlaczego..?! bo na pewno usłyszę, że młodzież niewychowana, szkoła na psy schodzi, a rodzina? jaka rodzina? zero wartości! a w telewizji przemoc, przemoc, telenowele i nadzwyczajnie inteligencję rozbudzające show...
Właściwym pytaniem, na które nie wiem jak odpowiedzieć, brzmi: interweniować? I jak?
Z całym mrówczym taktem na jaki było ją stać, Mrówa zrobiła to dwukrotnie – z diametralnie odmiennymi skutkami – pozostał pewien...niesmak. A więc – stać z boku?


Jedną z przyczyn (oprócz, choć z przekąsem, wyżej wymienionych) są sami starsi ludzie. Warunkowanie moi Państwo, warunkowanie – Pawłow się kłania! Przynajmniej początkowo, KAŻDE pożądane zachowanie powinno być wzmacniane - uśmiechem i dziękuję chociażby – przecież od pokoleń wpajano nam to jedno z trzech magicznych słówek!
I absolutnie nie należy odmawiać, kiedy ktoś z własnej woli pragnie ustąpić miejsca!


Druga kwestia – tzw. starczy tupet przyjmujący dwie formy: pierwsza – ja już tyle przeżyłam/przeżyłem więc mi się należy, druga – jak sobie nie wywalczę to nie dostanę. Wynik zwykle jest ten sam, tak samo denerwujący – wpychanie się w kolejkę, znaczące poszturchiwania.


Oczywiście przejaskrawiam częstość występowania zjawiska, tym nie mniej, takie zachowanie najłagodniej mówiąc, budzi... przekorę. Choć zawsze można zachować się tak, jak w anegdotce u Wańkowicza: panów dwóch w wieku jeszcze młodzieńczym spotkało się po latach w autobusie?/tramwaju. Siedzą zagadani, dobrze im się rozmawia, a tu panie dwie podchodzą i znacząco zaczynają spoglądać, wiercić się i szturchać. Jednemu z nich zbyt dobrze było, żeby się przejmować – szczęśliwie drugi okazał się lepiej wychowany – zrywa się z miejsca i mówi: proszę! która pani starsza, niech siądzie!


Ale to jedna sprawa, druga: brak kultury – choć czy ja wiem, czy to ma wiele wspólnego z kulturą? Przede wszystkim z wrażliwością na drugiego człowieka. Po prostu. Operacje plastyczne, joga, tai chi i drogie kremy nie ujmą w ostatecznym rozrachunku brzemienia lat, a wtedy miło będzie usiąść, gdy ktoś ustąpi miejsca.
Miło jest też, kiedy ktoś ucieszy się z ustąpionego miejsca, zamiast przyjąć to za oczywiste...

Leave a Reply