Opowieść o Tybecie Thomasa Lairda nie jest podręcznikiem historii Tybetu. Jest to jednak dzieło, które z powodzeniem można potraktować jako lekturę uzupełniającą na studiach. Jego wartość polega na połączeniu faktów historycznych z ich interpretacją przez obecnego Dalajlamę w formie wywiadu-rzeki. Lekka narracja autora zabiera nas do Tybetu historycznego, a rozmowa z przywódcą Tybetańczyków jednocześnie pozwala na zrozumienie argumentów mieszkańców Dachu Świata.
Proszę wyobrazić sobie atmosferę kilkudziesięciu godzin konwersacji w indyjskiej Dharamsali, siedzibie tybetańskiego rządu na wygnaniu, toczonych w pawilonach Dalajlamy w porze monsunowej. Panuje tam iście buddyjski spokój, szmer ulewnego deszczu stanowi tło dla doskonale przygotowanego merytorycznie autora i spontanicznego Tenzina Gyatso. Laird być może sączy herbatę...
Opowieść o Tybecie nie jest pierwszą książką Thomasa Lairda, fotografa i dziennikarza żyjącego przez co najmniej 30 lat w Azji. Z pewnością do jej przeczytania zachęca estetyczne wydanie: twarda okładka, dobry papier, liczne zdjęcia, a ma ona ponad 500 stron.
W pierwszej rozmowie strony ustalają podejście do tematu: omawianie wydarzeń na zwykłym, politycznym poziomie, oraz w kontekście duchowym. Dalajlama jest bowiem przywódcą i politycznym, i duchowym. To swoiste rozdwojenie jaźni jest znajome, pojawia się zawsze na styku polityki i religii. To drugie podejście bywa irytujące, kiedy początkowo Dalajlama nie chce dostrzegać politycznych, „przyziemnych” (żeby nie powiedzieć: niemoralnych) motywacji średniowiecznych elit Tybetu, koncentrując się na „planie”, który – jego zdaniem – był ludzką ręką realizowany przez Buddę. Paradoksalnie, do dwudziestowiecznej historii Tybetu Tenzin Gyatso podchodzi bez złudzeń: widzi grę sił politycznych wokół Dachu Świata, rozumie konsekwencje sytuacji wewnętrznej, która przyczyniła się do upadku tego państwa, bez żalu wypowiada się o zdradzie ze strony Zachodu ani nie próbuje ukrywać błędów tybetańskich polityków.
Zdaniem Lairda, Dalajlama emanuje potężną charyzmą, ale jest ludzki: i nim targają emocje – bardzo często są to emocje sprzeczne. Udzielając wywiadu Tybetańczyk często się śmieje i opowiada anegdoty. Jest takim, jakim zna go cały świat. Opowieść o Tybecie mówi wiele o charakterze Dalajlamy, dlatego warto ją przeczytać. A czego o historii możemy dowiedzieć się z książki?
Laird dysponuje bogatą wiedzą o przeszłości Tybetu i dzieli się nią w myśl słów Dalajlamy, że dla zrozumienia, jak należy żyć w przyszłości, trzeba poznać przeszłość. Im bliżej czasów nam współczesnych, tym ciekawsza jest ta opowieść. Prawdziwy dramat rozpoczyna się w XX wieku i trwa aż do 1959 roku – do ucieczki XIV Dalajlamy.
Okazuje się także, że Tenzin Gyatso jest... Chińczykiem! Być może stąd wynika jego niechęć do powrotu do Tybetu. Jako chiński obywatel mógłby zostać potraktowany jako zwykły polityczny przestępca, a nie przywódca narodu. Urodził się bowiem w miejscu, które od wielu wieków nie należało do Tybetu, lecz do Mongołów, a potem do słabych Chin. Gdy odkryto go jako inkarnację, żył pod władzą muzułmańskiego watażki uznającego zwierzchność Chin. Rodzice Dalajlamy mówili po chińsku. Tybetańskiego on sam nauczył się dopiero w Lhasie. Negocjacje w sprawie „zwolnienia” małego lamy przez Chińczyków trwały 2 lata. W końcu za astronomiczną sumę zezwolono mu na wyjazd do Tybetu właściwego. Pieniądze lamowie pożyczyli od pielgrzymów zmierzających do Mekki, których spłacono w Lhasie, od średniowiecza bowiem muzułmanie wędrują przez Tybet.
Opowieść o Tybecie jest warta przeczytania. Pamiętać należy jednak o tym, że autor konsekwentnie reprezentuje protybetański punkt widzenia. Choć nie jest to książka naukowa, zawiera mnóstwo wiadomości, które do tej pory były przede mną ukryte. Polecam.
Kot Mateusz


