Ładowanie...

Akwarium, czyli samotność szpiega


Wiktor Suworow, Akwarium, Wydawnictwo Adamski i Bieliński, 2002.

Częściowo autobiograficzna powieść autorstwa oficera GRU, który u szczytu kariery zbiegł do Wielkiej Brytanii i zajął się pisaniem książek.

Owocem pracy (pisarskiej, nie szpiegowskiej) Suworowa zachwycaliśmy się od dzieciństwa. "Specnaz" czy "Kontrola" były książkami dalekimi od sensacyjnej tandety, które jednak czytało się z wypiekami na twarzy. Nikt w ten sposób nie potrafi pisać o wywiadzie. Suworow ma taki warsztat, że gdyby nie urodził się w czasach komunizmu w ZSRR, to mógłby być wziętym pisarzem. W przypadku "Akwarium" na uwagę zasługuje płynność narracji, sugestywne odzwierciedlenie stanów psychicznych i realność przekazu. Są to zalety znane już czytelnikom rosyjskiego pisarza (na którym do dziś ciąży wyrok śmierci), dlatego zamiast czytać o Suworowie, lepiej sięgnąć po któreś z jego dzieł.

Warto zacząć od "Akwarium", w którym krótko, ale treściwie opisuje on swoją karierę w radzieckim wywiadzie wojskowym. Autor jest pełen sprzeczności, choć sam przechodzi nad tym do porządku dziennego: niby nienawidzi komunizmu, ale poza deklaracjami tej nienawiści nie widać - wiernie aż do bólu służy systemowi. U szczytu dynamicznej kariery nadchodzi czas wypalenia, kiedy w GRU - jak w korporacji - nie może już dalej awansować i musi pracować na innych. Nawet wtedy nie myśli o zdradzie. lecz wymyśla pomysł na wdarcie się w łaski decydentów. I udaje mu się. Znów jest w swoim żywiole, znów bryluje ku chwale ZSRR. Załamanie przychodzi niespodziewanie - kiedy przypadkowo dokumentuje uchybienie przyjaciela, uchybienie, które traktowane jest jak zdrada. Ale poza normalnym dla człowieka wstrząsem psychicznym Suworow dalej jest wywiadowcą, dalej chce pracować. Wtedy jednak przychodzi kolej na niego samego: szykuje się zwolnienie z zagranicznej placówki i odesłanie do Związku, niepewność, prawdopodobnie areszt. Dopiero wtedy Suworow przechodzi na stronę wroga. Dopiero wtedy zaczyna żałować, że czyni to tak późno. Nie z powodu nienawiści do komunizmu, lecz dlatego, że byłby w stanie lepiej przygotować ucieczkę...

"Akwarium" jest wybitną książką z dwóch powodów: zawiera mnóstwo informacji o hermetycznym świecie szpiegów, ale co ważniejsze, jest doskonałym studium psychiki oficera wywiadu służącego totalitarnemu systemowi.


Odwiedź też:

Więcej książek w kategoriach:
 

Czytane w ukryciu


Bohdan Cywiński, Rodowody niepokornych, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010.

Z nadzwyczajnym zaciekawieniem sięgnąłem po książkę Bohdana Cywińskiego „Rodowody niepokornych”: po pierwsze, podobnie jak omawiana wcześniej relacja z podróży Grąbczewskiego, powstała i została wydana po raz pierwszy wiele lat temu (1971) w specyficznych okolicznościach, a teraz doczekała się wznowienia; po drugie – Cywiński tak jak autor „Podróży po Azji Środkowej” opisuje tą rzeczywistość, o której uczymy się z powieści Alfreda Szklarskiego i lekcji historii – życie Polaków pod zaborem rosyjskim.

Autor „Rodowodów…” w odróżnieniu od Grąbczewskiego jest postacią nam współczesną: antykomunistyczny opozycjonista, związany z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim historykiem idei, pisarz publicysta. Bohdan Cywiński nie porusza jednak tematu losów carskich misji w Azji ani życiorysów ludzi podobnych do Grąbczewskiego, lecz pisze o polskim życiu społecznym i politycznym na przełomie XIX i XX wieku. Jest to zagadnienie o tyle ważkie, iż wtedy właśnie kształtowały się polskie idee polityczne i społeczne, które legły u podstaw istniejących do tej pory sporów publicznych.

Od samego początku lektury w oczy rzucają się osobiste przekonania autora; na podstawie jego opinii o roli Kościoła katolickiego czy na temat rozwoju polskiej lewicy, czy też na podstawie wplatanych tu i ówdzie wyrażeń (na przykład ocierające się o grafomanię: „...a imię jego – Roman Dmowski.”) możemy wnioskować o definitywnie prawicowych poglądach politycznych. Zresztą lektura biogramów Bohdana Cywińskiego czy osobistego blogu autora nie pozostawia wątpliwości, że pisarz ten jest raczej zaangażowanym publicystą niż neutralnym naukowcem; sam Cywiński chyba nie stara się tego ukryć - we wstępie do „Rodowodów…” przyznaje, że książka nigdy nie miała być podręcznikiem historii (w domyśle: pozycją naukową) i niejako sugeruje, że została napisana jakby „ku pokrzepieniu serc”.

Abstrahując od wpływu przekonań politycznych na kształt i treść tej książki, trzeba oddać autorowi, że we wstępie zmierzył się on z krytyką swego dzieła i uznał jego merytoryczne braki czy też błędy.

W samej lekturze spodobał mi się punkt wyjścia rozumowania autora: analiza systemu edukacji narzuconego przez zaborcę, jego uwarunkowań i wpływu na kształtowanie się świadomości i ideologii politycznej młodzieży. Młodzi ludzie, dla których szkoła będąca narzędziem rusyfikacji była jedyną szansą na zdobywanie wiedzy, brali sprawy w swoje ręce, organizując kółka samokształceniowe i nielegalne biblioteki. Potem dorastali i dojrzewali, wchodzili w dorosłe życie, definiowali i wyrażali swoje poglądy polityczne, kształtując historię Polski. 

To nie tylko poprawny logicznie kierunek rozważań Bohdana Cywińskiego; to także przypomnienie znaczenia zaniedbanego dzisiaj szkolnictwa i jego wpływu na przyszłość kraju zgodnie z banalnym już, lecz jakże prawdziwym stwierdzeniem Modrzewskiego. Oprócz tego wniosku, oddalonego nieco o od treści „Rodowodów…”, nasuwa się mi się także wspomnienie czasów, w których zdobywałem czytelnicze szlify w moim własnym kółku samokształceniowym: czytając do późna przy świetle latarki w tajemnicy przed domownikami…

Książka Cywińskiego z pewnością przypadnie do gustu czytelnikom podzielającym poglądy autora. Dla oczekujących neutralnego spojrzenia, „Rodowody niepokornych” będą przykładem literatury, która może stanowić przedmiot badań, lecz nie ich narzędzie.

Podróże po Azji Środkowej


Bronisław Grąbczewski, Podróże po Azji Środkowej. 1885-1890, Wydawnictwo Naukowe PWN 2010

Nicefor Jaxa-Czernichowski, Jan Prosper Witkiewicz „Batyr”, Leon Barszczewski, Bronisław Grąbczewski… Co łączy te postaci? Niebanalne życiorysy awanturników skłóconych z caratem, wywodzących się z kresowej szlachty, targanych konfliktem między wiernością monarsze a swoiście pojmowanym patriotyzmem. Wszyscy to doświadczeni w wielu bitwach żołnierze, odkrywcy azjatyckiej egzotyki, namiętni podróżnicy z talentem do języków obcych. Wszyscy oni mieli na pieńku z carską Rosją, a potem uczciwie jej służyli, właściwie nie wiadomo, z jakich powodów i penetrowali przez lata środkowoazjatyckie krainy, wtedy jeszcze będące terra incognita dla zachodnich imperiów i Rosji. I w końcu o nich wszystkich słyszy się niezmiernie rzadko, jeżeli w ogóle.

A szkoda, bo Polska powinna się nimi chwalić – i nie tylko nimi, bo im podobne figury w historii Rzeczypospolitej zdarzały się dość często, lecz nie miały szczęścia żyć w czasach tabloidów i TVN 24. Dziś natomiast nie pasują do powszechnie obowiązującego płaskiego wzorca patriotyzmu. Carski epizod w biografii przeszkadza niczym dziadek w Wehrmachcie i stanowiłby niezłą pożywkę dla pewnych państwowych instytutów.

O podróżach jednego z wyżej wspomnianych bohaterów – generała Bronisława Grąbczewskiego - opowiada ta autobiograficzna relacja wydana przez PWN. Otwierając książkę przypomniałem sobie powieści Alfreda Szklarskiego z cyklu o przygodach Tomka: bohaterowie Szklarskiego przemierzali przecież te same rejony i poznawali tamtejsze kultury, przeżywając dramatyczne przygody – zupełnie jak Grąbczewski. Co więcej, wspominali wtedy jemu podobnych wędrowców, na przykład Przewalskiego. Jednakże opowieść Grąbczewskiego to literatura faktu. Jego rola osadzona była w konkretnych realiach politycznych i historycznych, toteż możemy dyskutować, czy więcej było w Grąbczewskim geografa i odkrywcy, czy wywiadowcy wykonującego częściowo tajne misje dyplomatyczne i wojskowe tam, gdzie przenikały się strefy wpływów Rosji, Wielkiej Brytanii i chylących się ku upadkowi Chin.

Dla mnie książka jest niezmiernie wartościowa, ponieważ autor drobiazgowo (700 stron) i bardzo wnikliwie opisał nie tylko swoje wielce sugestywne przeżycia w Kaszgarii, Pamirze, Hindukuszu i Tybecie, lecz także kontekst polityczny, ekonomiczny i kulturowy rywalizacji mocarstw w Azji Środkowej w końcu XIX wieku. Poznanie autentycznego świadectwa z tamtych czasów stanowić będzie gratkę dla zainteresowanych tematem, a atmosfera książki wciągnie fascynatów dalekich podróży i tych, którzy tylko lubią o nich czytać.

„Podróże po Azji Środkowej” wydano ponownie po stu latach zachowując pisownię i stylistykę oryginału, co nadaje lekturze wyjątkowego smaku, nie przeszkadzając zarazem w zrozumieniu narracji. Wstęp redaktora Andrzeja Grzeszczuka i nota Olgierda Budrewicza pozwalają na szersze spojrzenie na to dokumentalne dzieło Grąbczewskiego. Książka wydana jest w twardej oprawie, zawiera zdjęcia i przypisy zarówno autora, jak i redakcji.

Jedynym, lecz dotkliwym mankamentem są mapy, a raczej ich brak, co w przypadku pozycji podróżniczej i to przedstawianej przez naukowe wydawnictwo jako literatura faktu jest niedopuszczalne. Poglądowej, współczesnej mapki wewnątrz okładki oraz tej obrazującej podróże generała (nieczytelnej i niepodpisanej: co to za obszar, kiedy, kto jest autorem mapy) nie uznaję! Śledząc losy bohatera trzeba wobec tego sięgać do innych pomocy naukowych.

Podsumowując, „Podróże po Azji Środkowej” to kawał porządnej literatury i zachęcam do niego wytrwałych czytelników zafascynowanych ciągłym odkrywaniem świata. Gdyby PWN zdecydował się wydać książkę o wspomnianych na początku personach, z przyjemnością po nią sięgnę. Pod warunkiem, że mapy będą w porządku, rzecz jasna.