Typowo Weirowski film: rozmach, piękne krajobrazy i niewiele się dzieje.
O tej historii złośliwi mówią, że wymyślił ją jakiś Polak, po czym inny ją ukradł i sprzedał jako pomysł na książkę. Chodzi o ucieczkę z łagru. To co zapamiętam: syberyjskie lasy i mongolska pustynia. Reszta jest nijaka.
Już lepszy jest niemiecki "Jeniec. Tak daleko, jak nogi poniosą", który wizualnie też jest atrakcyjny, o niebo ciekawszy, a do tego na faktach

