Ładowanie...

The Way Back / Niepokonani (2010)


Typowo Weirowski film: rozmach, piękne krajobrazy i niewiele się dzieje.

O tej historii złośliwi mówią, że wymyślił ją jakiś Polak, po czym inny ją ukradł i sprzedał jako pomysł na książkę. Chodzi o ucieczkę z łagru. To co zapamiętam: syberyjskie lasy i mongolska pustynia. Reszta jest nijaka.

Już lepszy jest niemiecki "Jeniec. Tak daleko, jak nogi poniosą", który wizualnie też jest atrakcyjny, o niebo ciekawszy, a do tego na faktach

Portrety ze Śląska.

Aleksandra Klich, Bez mitów. Portrety ze Śląska, WAW 2007


Zajmująca się tematyką regionalną dziennikarka Wyborczej wzięła na warsztat życiorysy kiku wybitnych osób związanych ze Śląskiem. Książka jest miłym zaskoczeniem: ciekawie pokazuje różne biografie, zróżnicowane poglądy, inne postawy wobec naszego regionu. Jest o Grażyńskim, jest o Korfantym. Jest o Kutzu, a także o katolickich duchownych - Ślązakach. Często te same wydarzenia oglądamy z różnej perspektywy (np. Jerzego Ziętka i bp. Bednorza). Polecam. 


Habemus Papam - Mamy Papieża!


reż. Nanni Moretti (2011), (to ten od "Pokoju syna", którym się zachwycałem, będąc studentem)

Przedni komediodramat. Nie wiem, czy kontrowersyjny, ale bawiłem się przednio, w sam raz na sobotnie popołudnie. Film otwierają sceny z pogrzebu JPII. Następnie ukazana jest watykańska gerontokracja, nieco zdziecinniała, co przywodzi na myśl pierwszy odcinek serialu "The Borgias" (Rodzina Borgiów czy jakoś tak). Nowy papież-elekt ma kłopot, a wraz z nim kościół i cały katolicki świat. Do akcji wkracza psychoanalityk (Moretti), cudowny włoski bufon ("żona psychoanalityczka odeszła, bo nie mogła znieść mojej wielkości" - powtarzane niczym mantra). Zetknięcie ateusza-naukowca z ludźmi kościoła generuje sporą dawkę humoru. Kiedy papież ucieka, a konklawe nie może się zakończyć, Moretti serwuje kardynałom turniej siatkówki i stara się nad nimi zapanować niczym przedszkolanka nad dziećmi. Chwilę potem sam jest jak obrażone dziecko, bo już nie chcą się z nim bawić.

W tym samym czasie papież, do którego czujemy coraz większą sympatię (w końcu okazuje się być takim samym człowiekiem, a to niespodzianka!), zmaga się ze swoją słabością, to od niej ucieka...

Szwajcarski gwardzista zamelinowany w papieskim apartamencie pochłania kolejne tace z posilkami (nikt nie może się zorientować że papa-elekt uciekł) i ku ekstazie obserwujących okno wiernych natrętnie trzepie zasłoną, symulując obecność Ojca Świętego.

Przewrotny film o ludzkiej naturze. Niedosyt, że trwa tak krótko.

PS. Niezła rola Stuhra w roli rzecznika watykańskiego.